“Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”
Z tematem traumy pokoleniowej tak na poważnie zetknęłam się na terapii. Wcześniej coś tam słyszałam, ale nie sądziłam, że trauma pokoleniowa ma realny wpływ na moje życie. Jak i również życie moich rodziców – oraz innych osób z mojego pokolenia, i innych osób z pokolenia moich rodziców.
Bohaterami książki są przedstawiciele tzw. drugiego pokolenia – czyli dzieci ocalałych z Holocaustu. To pokolenie zbiorczo nazywa się baby boomers i moi rodzice też rocznikowo się w nie wpasowali. Wiele osób być może sądzi, że historia obozów koncentracyjnych zakończyła się wraz z ich wyzwoleniem i ewentualnie utworzeniem na ich terenach miejsc pamięci. Niestety, przeżycie obozu koncentracyjnego nie oznaczało prostego “otrzepał.m się i żyję dalej”. Po wojnie ocalali (bez względu na narodowość) często nie mieli już do czego wracać. Ruiny spalonych miast i wsi, wymordowane rodziny, utracone mienie… Szczególnie boleśnie dotknęło to polskich Żydów, których przedwojenny świat został brutalnie wypalony (dosłownie) z korzeniami i szybko okazało się, że nie ma dla nich miejsca w nowej rzeczywistości. Niektórzy ocalali Żydzi wyjechali więc do Izraela, inni do USA, jeszcze inni próbowali usilnie jednak odbudować swoje życie w Polsce, niejednokrotnie ze strachu wyrzekając się swoich żydowskich korzeni – i na ogół z marnym skutkiem, zwłaszcza w obliczu roku 1968.
Byli więźniowie obozów – wszyscy, bez względu na narodowość, tak naprawdę nigdy nie wyszli zza drutów. To skutkowało licznymi problemami natury psychicznej i emocjonalnej. Ale wtedy było możliwości, żeby cokolwiek z tym zrobić. W Polsce trzeba było zakasać rękawy i “brać się do roboty”, w Izraelu toczyły się krwawe walki. A znane współcześnie gałęzie psychiatrii i psychoterapii (oraz współczesne leki psychiatryczne) po prostu jeszcze wtedy nie istniały.
Pojawienie się dzieci, tzw. drugiego pokolenia, dla wielu ocalałych miało oznaczać zwycięstwo nad nazistami i antysemityzmem. Jedni chętnie opowiadali dzieciom swoje traumatyczne historie – częstokroć je nimi przytłaczając, a inni milczeli do końca, zabierając do grobu wojenne tajemnice. Pokolenie baby boomers – zarówno w Polsce, jak i w Izraelu – dorastało w cieniu wojennej traumy rodziców i, mówiąc metaforycznie, obozowych drutów. Zresztą “wojna nigdy się nie zmienia” i nie trzeba było być więźniem obozu koncentracyjnego, żeby wyjść z tamtych czasów psychicznie poszatkowanym – czego dowodem byli na przykład moi dziadkowie.
W przedstawionych w książce historiach można znaleźć wiele wspólnych punktów, ale każdy z rozmówców Mikołaja Grynberga musiał znaleźć własny sposób na uporządkowanie swojego życia i na uporanie się z wojennymi dramatami rodziców. A w dorosłość już dawno weszło trzecie pokolenie, które również bardzo często cierpi z powodu wojennych traum swoich dziadków (jestem tego żywym przykładem, chociaż długo nie byłam świadoma wielu spraw).
Terapeuci z pokolenia millenialsów mówią o nas: “wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar” – czyli pokolenia naszych rodziców… Którzy z kolei są ofiarami ofiar totalitaryzmów i drugiej wojny światowej. A trauma pokoleniowa sięga przecież znacznie dalej…
I właśnie tego wszystkiego dotyczy książka “Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”. Polecam bardzo, także millenialsom w kwestii zrozumienia własnej rodziny i własnych problemów psychicznych i emocjonalnych.