Literatura,  Literatura obozowa

“Kot Mali”

Ciężko mi było ocenić tę książkę jakoś bardziej obiektywnie – bo subiektywnie bardzo mi się podobała. Głównie z przyczyn osobistych, o których jednak nie będę tutaj pisać.

Stawianie “Kota Mali” obok Tatuażystów i Cilek jest nieporozumieniem – Muzeum Auschwitz sporo napisało o tym, jak Heather Morris przekonwertowała relację naocznego świadka w kiepskie romansidło z obozem koncentracyjnym w tle, samej wiedząc o Auschwitz niewiele więcej, niż wie przeciętny człowiek, który się takimi tematami nie interesuje, chociaż raz czy dwa coś przeczytał.
Mala Kacenberg (z domu Szorer) istniała naprawdę – nie wiem niestety czy wciąż żyje, getto w Tarnogrodzie też istniało, i podana przez Malę chronologia zgadza się z tym, co udało mi się znaleźć na temat tego getta. Do zmyślonych historii wybiera się raczej miejsca-symbole, które zna większość osób – takie jak Auschwitz, czy nawet mniej znaną ogółowi Treblinkę lub Sobibór. A nie jakieś malutkie getto na prowincji. Kwestia marketingu.

Mala w swoich wspomnieniach jest bardzo szczera. Bez ogródek opisuje np. to, że zostawiła 7-letnią kuzynkę na pastwę Niemców, okłamując ją, że jej mama niedługo wróci (podczas gdy reszta rodziny zginęła) i sama uciekła z getta. Albo, że zamiast opiekować się starym dziadkiem, wolała żebrać po okolicznych wsiach o jedzenie i ubrania. Lub, że przywłaszczyła sobie znalezioną sporą sumę pieniędzy. Tylko właśnie – czy nastolatka byłaby w stanie uratować małą dziewczynkę przed nazistami i potem o nią zadbać? Czy dziadek miał jakąkolwiek szansę na przeżycie, tak czy tak? Pieniędzy dziewczyna też przecież nie ukradła, znalazła je.
Komentarze o “koślawym tłumaczeniu się z samolubnej walki o życie” są nie na miejscu i życzę ich autorom, żeby nigdy nie znaleźli się w sytuacji, kiedy będą musieli “samolubnie” walczyć o życie. I żeby potem nie oceniali ich ludzie, którzy co najwyżej “pamiętają opowiadania”.

Podobała mi się szczerość Mali, pisała o wszystkim wprost, i o bardzo ciężkich rzeczach, i o ludziach, którzy pomogli jej przetrwać. Opisuje i Polaków, którzy jej pomagali, jak i szmalcowników, dla których życie Żyda było warte tyle, co worek cukru. To samo Niemcy, jedni byli nadgorliwi, inni przymykali oko, a niektórzy nawet pomogli i wstydzili się za nazistów. Tacy ludzi istnieli, czy to się obecnie komuś podoba czy nie. Bo historia nie jest zero-jedynkowa.

Wiele osób twierdzi, że historia Mali jest co najmniej podkoloryzowana. Pewne rzeczy jak sądzę są faktycznie podkoloryzowane, bo autorka kreuje się na bohaterkę – a była tylko nastolatką, a nie jakąś filmową superbohaterką. Dziwi, że kotka cały czas była przy niej i na przykład nie miała rujki i nie rodziła kociąt (wtedy przecież nie kastrowało się kotów), chociaż sama znam koty od ponad 26 lat i wiem, co potrafią.
Myślę, że koloryzowanie to równie dobrze może być efekt silnej traumy, która obciążyła kształtującą się osobowość nastoletniej dziewczyny. Takie zjawiska są znane we współczesnej psychologii i psychiatrii.

A czy kotka Mali faktycznie była jakąś niezwykłą, nadprzyrodzoną istotą? Jedni powiedzą, że to bzdury, a inni stwierdzą, że coś w tym jest. Nie umiem się do tego racjonalnie odnieść, ale wątek “magicznej” kotki bardzo mi się spodobał.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze
crouschynca

Tematyka obozowa raczej nie dla mnie, ale koci wątek mnie kusi.

Wykorzystujemy pliki cookies (cisteczka).
Polityka ciasteczek
O ciasteczkach
AKCEPTUJĘ
2
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x