Książki: “Paradyzja”
“Paradyzja” to książka, którą przeczytałam z ciekawości i bez jakichś konkretnych oczekiwań. Liczyłam na pewno na inną problematykę niż skomplikowane techniczne niuanse, których w pewnych powieściach SF zwyczajnie nie rozumiem… i tu faktycznie taka tematyka została poruszona. Mamy kosmos, statki kosmiczne, podróże kosmiczne i obce planety, ale to tylko tło dla antyutopii.
Bohaterem książki jest Rinah, literat, który przylatuje z Ziemi na sztuczną planetę o nieprzypadkowej nazwie Paradyzja. Paradyzja jest sztucznie stworzoną autonomiczną planetą-kolonią, która od stu lat nie utrzymuje kontaktu z Ziemią. A przynajmniej tak brzmią wszystkie oficjalne informacje. Rinah zamierza napisać książkę o tym szczególnym miejscu (chociaż cel podróży jest jeszcze jeden) i wykazać się pełnym zrozumieniem zasad panującym w tym specyficznym świecie. Już na samym początku pobytu w Paradyzji zauważa jednak, że atmosfera jest tu mocno paranoiczna, a panujące zwyczaje i przepisy prawa dość specyficzne, radykalne, a nawet okrutne. Ale prawda okaże się straszna i nikt z “wolnego kosmosu” nie będzie mieć pojęcia co zrobić z tą wiedzą – zupełnie jak w naszym zwykłym, ziemskim świecie.
Na końcu książki przeczytamy posłowie, które wyjaśni nam cały kontekst historyczny, w jakim J. Zajdel pisał i umieścił swoją powieść.
Sęk w tym, że książka Zajdla (autor ukończył ją w 1982 r.) okazała się wizjonerska, mniej więcej tak jak “Folwark zwierzęcy” Orwella – bo można interpretować ją przez pryzmat historii PRL i ZSRR, gdzie obywatele również byli wyzyskiwani, kontrolowani i ogłupiani propagandą nie mającą żadnego związku z rzeczywistością, a za niesubordynację i nieprawomyślność groził gułag lub psychuszka. Ale we współczesnych czasach “Paradyzja” zyskała kolejne, zupełnie nowe – nomen omen – dno. Zajdel tego nie doczekał…
Bo mamy tutaj problemy aż nadto aktualne w dzisiejszych czasach: systemy informatyczne, które wprawdzie nie myślą samodzielnie, ale podsłuchują, kreują niekoniecznie dobre rzeczy i ciągle się w tym doskonalą. W naszych realiach na ogół chodzi tylko o wyświetlenie “stosownej” reklamy wbrew naszej woli albo o wygenerowanie kiepskiego obrazka na socjale, ale czasem sztuczna inteligencja jest używana do dużo gorszych i bardziej szkodliwych celów. Algorytmy wyłapują słowa i obrazy i decydują, czy to co napisałeś, stworzyłeś, narysowałeś czy zmontowałeś jest dobre i właściwe dla korzystających z danego serwisu użytkowników – ale nie rozumieją twoich intencji i całego kontekstu. Tyle, że u nas chodzi o zyski dla korporacji – u Zajdla chodziło o władzę i kontrolę nad społeczeństwem. Chociaż korporacje i szeroko pojęte władze również kontrolują i dzielą nasze społeczeństwo, ale w inny sposób – ludzie w social mediach gotowi są przecież pozabijać się w imię tego, że jedni lubią takie skarpetki, a drudzy inne. A zewsząd płyną do nas fałszywe informacje.
W “Paradyzji” jest nawet wątek fałszowania fizyki – za czasów Zajdla było to czymś całkowicie niedorzecznym i absurdalnym, a teraz wystarczy po prostu poczytać posty w social mediach o płaskiej Ziemi i rozmaitych teoriach spiskowych. Bo społeczeństwem skłóconych ze sobą nieuków rządzi się najłatwiej.
Żyjemy pod jarzmem korporacji wierząc, że to najlepszy ze światów robiąc dobrą minę do złej gry, bo co można z tym zrobić – to także można odnieść do sytuacji mieszkańców Paradyzji. Oni cieszyli się z dodatkowej porcji obiadu czy nowego grzebienia – my cieszymy się ze śmiesznych rolek i nowych seriali.
To chyba pierwszy przypadek w dziejach ludzkości – pomyślał Rinah, zwijając kabel mikrofonu. – Znane są fakty fałszowania historii dla otumanienia społeczeństwa. Ale żeby fałszować fizykę?