“Ja z krematorium Auschwitz”

Pan Henryk Mandelbaum mieszkał “po sąsiedzku”, w Gliwicach (39 lat swojego życia spędziłam na Górnym Śląsku). Nigdy się z nim nie spotkałam, choć chciałam wysłuchać jego historii. Z pewnych względów nie byłam jednak na to w tamtym czasie gotowa. I nie zdążyłam. Henryk Mandelbaum odszedł w 2008 roku.
Mówiono o nim zawsze, że to człowiek… specyficzny (tak, tego określenia używano – swoją drogą, ciekawe jaki powinien być człowiek po przeżyciu takich traum), ale niezwykle otwarty. Nie bał się wracać do swoich obozowych koszmarów i otwarcie, szczerze opowiadać o tym, co robił i widział. Pan Mandelbaum występował w licznych filmach dokumentalnych, chętnie rozmawiał z historykami, młodzieżą i innymi osobami, które chciały posłuchać o jego przeżyciach. Tak właśnie powstała ta książka. Henryk Mandelbaum opowiedział w niej o całym swoim życiu. O dzieciństwie i młodości, o okupacji i prześladowaniach, o pobycie w obozie Auschwitz i “pracy”, do której był tam zmuszany, a potem – o wyzwoleniu i swoich powojennych losach.
Pan Mandelbaum nigdy nie miał problemu z opowiadaniem o sprawach bardzo trudnych i do dziś kontrowersyjnych. Mówił o tym wprost, otwarcie, tak zwyczajnie. I nie chodzi tylko o obóz Auschwitz i Sonderkommando – tak samo opowiadał o swojej pracy w SB, za co różne nieuki, pseudo patrioci i inni “mistrzowie kładzenia na szali ludzkich losów” (pozdro Zeus) do dzisiaj wylewają na niego pomyje na YouTube. Tymczasem pan Mandelbaum odszedł już dawno, zapewne pogodzony i ze sobą, i z całym światem.
I o tym wszystkim traktuje książka “Ja z krematorium Auschwitz”.
Gdy byłem w Sonderkommando, obmyśliłem sobie taki mały testament, że jeśli przeżyję, to będę̨ o tym mówił. Aby więcej takiej tragedii nie było.