Książki: “Bez kontroli”
Książkę “Bez kontroli” przeczytałam, bo wyrażałam chęć i jej autor wysłał mi e-booka do recenzji. Zresztą w innych okolicznościach też bym po nią sięgnęła, taka prawda. Ale od początku.
Autor książki, Łukasz Kubiak, to trzeźwy alkoholik, mój rówieśnik. Prowadzi na Instagramie konto poświęcone profilaktyce uzależnień i życiu w trzeźwości. W ramach autoterapii Łukasz napisał książkę. To powieść, ale z mnóstwem wątków autobiograficznych – i niestety dotykająca spraw bliskich zdecydowanej większości Polaków.
Okej, w jaki sposób ta książka dotyka mnie i moich problemów? Nigdy nie żyłam jak Mumin i cały wachlarz jego ziomeczków. Całą młodość spędziłam w środku swojej głowy i dosłownie w swoim pokoju przed ekranem komputera. Byłam totalnym nolife’m. Mam prawie 40 lat i nawet nigdy w życiu nie byłam pijana. Kiedy moi rówieśnicy imprezowali, ja wolałam grać w gierki i czytać swoje książki. A potem część rówieśników z tego wyrosła, a część została smutnymi alkoholikami… Ja wtedy biegałam po wszelkiego rodzaju terapiach i psychiatrach, ale nie z powodu uzależnienia.
No właśnie, nie piłam alkoholu, nawet go nie lubię i jest w moim życiu rzeczą całkowicie zbędną, ale COŚ było i jest ze mną nie tak, co nie? Jestem schizofreniczką. :) Dlaczego? Czy brałam narkotyki? Absolutnie nie, w życiu nie dotknęłam żadnego dragu nawet kijem. Więc o co chodzi?
Dokładnie o to, że wychowałam się w dysfunkcyjnej rodzinie z problemem alkoholowym. Uzależniony ojciec i współuzależniona matka sprowadzili na świat i wychowali głęboko zaburzone psychicznie dziecko.
Przeszłam bardzo długą drogę, żeby być tu gdzie teraz jestem i pisać te słowa w nowym miejscu zamieszkania z ukochaną osobą u boku. Ale ten wpis nie ma być o mnie.
Fabuła książki “Bez kontroli” płynie niejako dwoma torami, które się ze sobą krzyżują. Pierwszy wątek to życie głównego bohatera i narratora, millenialsa Mumina. Drugi wątek to historia innych bohaterów książki i wielka draka, w którą Mumin zostaje wplątany wraz z całym szeregiem innych osób. Także mamy tu motyw trudnego dzieciństwa, przemocy domowej i dysfunkcyjnej rodziny. Mamy też motyw wszechobecnej w “cudownych” latach 90 wszelkiej patologii (napędzanej alkoholem i ogromnym rozwarstwieniem społecznym). Są też wątki sensacyjno-kryminalne z wartką akcją. Ale główną kanwą tej historii są uzależnienia: od alkoholu i narkotyków.
Łukasz nazywa rzeczy po imieniu, po prostu. I to tak naprawdę, bo w książce nie brak dosadnego, wulgarnego języka. Ale jeśli kogoś to gorszy, to oznacza, że nie rozumie problemu i sam ewidentnie nic takiego nie przeżył. Alkohol, uzależnienie, picie i ćpanie to nie są eufemizmy ani żadne owijanie w bawełnę. To nie są “zabawne” cytaty o wódce jakiegoś zachlanego dziadygi, który potem zapił się na śmierć. Alkohol to syf, brud, smród, rzygowiny i tak dalej. Do dzisiaj mnie ściska w żołądku, kiedy gdzieś poczuję ten charakterystyczny zapach… Alkohol niszczy. I tego, kto go nadużywa i całe jego otoczenie. Partnera, partnerkę, a przede wszystkim dzieci. I w książce Łukasza to jest jasno powiedziane i pokazane. Niestety wiele osób z piętnem DDA nie robi tak, jak na przykład Łukasz czy ja, wybierając abstynencję i psychoterapię – nie, oni powielają znane z domu rodzinnego wzorce i urządzają własnym dzieciom takie samo piekło. We współczesnej Polsce ok. 2 miliony rodzin to rodziny z problemem alkoholowym…
To samo z narkotykami – to nie gównowersy raperów tworzących pod nastoletnią publikę i heheszki, tylko problem, który ma poważne konsekwencje. Sama znam sporo osób, które w efekcie zażywania narkotyków zachorowały na schizofrenię. I to nie taką jak moja, której w spektrum bliżej do schizotypii, tylko dużo cięższą. Z radosnych, inteligentnych chłopaków (bo znam facetów, co nie znaczy że problem nie dotyczy kobiet) zmienili się w przygłupie zombie, które nie są w stanie przeczytać ze zrozumieniem i zapamiętać dwóch zdań napisanego tekstu. Te osoby nie są w stanie samodzielnie funkcjonować. Brzmi fajnie?
Łukasz w literackim stylu zwraca uwagę także na powszechną dostępność alkoholu oraz ciągłe społeczne przyzwolenie do nadużywania tej substancji. Tak, 8+8 gratis, “tradycja narodowa hehe” i reszta tego zjebanego bełkotu, służącego tylko do budowania kolejnych mechanizmów iluzji i zaprzeczeń w kolejnych pokoleniach.
Najsmutniejszym wątkiem był dla mnie wątek matki Mumina, który nie został zakończony – ale można sobie wyobrazić, jakie były jej dalsze losy. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że dla Łukasza to musiał być bardzo bolesny temat. Nie osądzam Mumina i nie udzielę mu żadnej “dobrej rady” – bo każdy, kto przeżył coś podobnego wie, że takie dobre rady i oceny najlepiej pozostawić sobie tam gdzie ich miejsce. Czyli w dupie.
Historie z alkoholem rzadko mają happy end, czego dowodem jest mój ojciec. W 2021 roku, w wieku 66 lat, odrzucony przez wszystkich – także przez swoją jedyną córkę, niezrozumiany i niezaakceptowany, zawinął się na cmentarz. Bezpośrednią przyczyną zgonu był zespół abstynencyjny, poprzedzony psychozą (wcześniej trafił do szpitala, bo jego zdrowie fizyczne również wysiadło). Tak, mój ojciec też miał zaburzenia ze spektrum schizofrenii, jak ja. Dzięki jego odejściu zaczęłam nowe, szczęśliwe życie – i nie będę kłamać, że było inaczej. Wybaczyłam mu bardzo szybko – bo uważam, że ciągłe rozkopywanie grobu rodzica nie ma żadnego sensu. A potem dzięki terapii zrozumiałam, jak tragiczną postacią był mój ojciec. Na pociechę dostałam od niego rentę rodzinną. Smutne jest tylko to, że musiał umrzeć, żeby móc mi pomóc.
A ja? Żyję, jestem w zdrowym i szczęśliwym związku, mamy dom i zwierzaki. Jestem po mnóstwie różnych terapii, w tym po terapii dla współuzależnionych. Pijackie awantury, ciągły stres i napięcie, lęk i strach zniknęły i już nigdy nie wrócą. Został “tylko” organizm zniszczony nadmiarem kortyzolu i została “tylko” ciężka choroba psychiczna, która obiektywnie mówiąc zniszczyła mi życie. Ale to też zależy, z jakiej perspektywy się na to patrzy. :) Subiektywnie, miałam trochę szczęścia – trochę, bo resztę tego co mam po prostu wywalczyłam na przekór wszystkim i wszystkiemu.
I tylko na jedno nigdy w życiu się nie zdecyduję: nie zostanę matką. Miejsce moich genów i całej tej traumy pokoleniowej jest tylko jedno – mój przyszły grób. I to wtedy, gdy tak zdecyduje mój organizm, a nie moja chora psychika. Jeśli rozumiecie, co mam na myśli.
Dziękuję Łukaszowi za podzielenie się swoją twórczością literacką, to bardzo ważna książka i ważny temat, nie tylko dla millenialsów, którzy w większości znają to niestety z autopsji, choć z różnych perspektyw. Jestem bardzo ciekawa jego kolejnych projektów (a wiem, że znowu nad czymś pracuje :)) i na pewno sięgnę po kolejne książki Łukasza.
No i… każdy trzeźwy alkoholik, który walczy i cieszy się z odzyskanego życia, jest dla mnie jak miód na serce. :) Mam bardzo duży szacunek dla takich osób – a tym większy, jeśli same cokolwiek tworzą.
Dajesz, Łukasz. :)
Książki nie znałam, ale twoja recenzja bardzo mnie poruszyła. Widać, że ją dogłębnie przemyślaś.
Dziękuję. :) Nie jakoś bardzo dogłębnie – po prostu piszę to, co wydaje mi się ważne. :)