Książki: “Muminki zebrane. Tom 1”
Jak chyba większość osób, które w latach 90 były dziećmi, Muminki poznałam dzięki telewizyjnej dobranocce. Wtedy oczywiście nie miałam zielonego pojęcia, że to produkcja japońska i że japońskie animacje (także te z kanału Polonia 1, noszące obecnie miano kultowych) nazywają się anime. Ale uwielbiałam oglądać Muminki, bo ta dobranocka w mojej opinii pozytywnie wyróżniała się na tle ówczesnych kreskówek. Nietuzinkowe postacie, ich ciekawe przygody i dreszczyk emocji były tym, co sprawiało, że jako dziecko zasiadałam przed telewizorem z wypiekami na twarzy.
O tym, że moja ulubiona dobranocka jest adaptacją książek, dowiedziałam się od mamy podczas wizyty w księgarni. Księgarnia znajdowała się w Zabrzu na ulicy Klonowej i była pełna nie tylko kolorowych książek, ale też różnych gier, przyborów szkolnych, modeli do sklejania i innych rzeczy, które mogły wzbudzić zachwyt dzieciaka. Potem księgarnia przeniosła się na ulicę 3 Maja (blisko dworca kolejowego), ale już od wielu lat nie istnieje.
Na początku podstawówki byłam dziecięciem mocno opornym w kwestii czytania, nie działała groźba ani prośba i moja mama stawała na uszach, żeby zmienić ten stan rzeczy. Więc stałam się młodą posiadaczką “Pamiętników Tatusia Muminka”. Książkę przeczytałam w dość przykrych dla mnie okolicznościach – będąc “na zesłaniu” w sanatorium dziecięcym w Rabce; te wszystkie sanatoria wspominam bardzo traumatycznie i wyjazdy tam miały realny negatywny wpływ na moją psychikę (słowa terapeutki). Może dlatego z tamtej lektury zapamiętałam niewiele (głównie ilustracje i motyw podróży).
Książki zaczęłam czytać dopiero w wieku 12 lat – poszło z naprawdę grubej rury, bo była to literatura obozowa.
Wkrótce po rozpoczęciu leczenia psychiatrycznego – to będzie już 20 lat – odkryłam, że można czytać też inne książki i one dają frajdę, a nie wspomagają pogrążanie się w chorobowym syfie. Literatury obozowej nie czytałam potem przez wiele lat. Wśród przeczytanych w dorosłej młodości książek były również odkopane w domu “Pamiętniki Tatusia Muminka” i dopiero wtedy ta lektura dała mi satysfakcję.
Obecnie czytam po prostu to, na co mam ochotę. Literaturę obozową przeplatam książkami innego rodzaju, bo jest mnóstwo rzeczy, które mnie interesują. Tym razem zatęskniłam za czymś lekkim i przyjemnym, ale zarazem mądrym – i moja uwaga skierowała się ku historyjkom o Muminkach. Znalazłam w lokalnej bibliotece książkę “Muminki zebrane. Tom 1” (tom 2 także jest w zbiorach, ale zostawiam go na przyszłość), wypożyczyłam i wzięłam się do czytania. Antologia zawiera pięć tytułów:
– “Małe trolle i duża powódź”
– “Kometa nad Doliną Muminków”
– “W Dolinie Muminków”
– “Pamiętniki Tatusia Muminka”
– “Lato Muminków”
Omówię je pokrótce, ale oczywiście z perspektywy osoby dorosłej (dzieci nie posiadam). :)
“Małe trolle i duża powódź” to krótkie opowiadanie, w którym poznajemy rodzinę Muminków i ich pierwsze przygody. Tekst jest krótki, prosty i najbardziej infantylny z całości – ale Tove Jansson od czegoś musiała przecież zacząć.
“Kometa nad Doliną Muminków” to już lepsza książka. Jak nazwała tekst znajoma z internetów – “postapo dla dzieci”. :) Muminki obawiają się zagłady świata związanej z przelotem komety, więc Muminek i Ryjek wyruszają, żeby odszukać obserwatorium i zbadać temat, a po drodze poznają nowych przyjaciół. W książce o komecie znajdziemy wątki typowo egzystencjalne (w tym egzystencjalne lęki głównych bohaterów) – ale podane oczywiście w sposób lekki i przystępny. Bo mamy takich, którzy widzą sprawę wyłącznie w czarnych barwach i mówią, że to już koniec wszystkiego, jak i takich, którzy twierdzą, że co ma być to będzie i po co się martwić. Ostatecznie kometa nie czyni aż takiego spustoszenia, jakie mogłaby uczynić, a Dolina Muminków szybko wraca do normy po katastrofie.
“W Dolinie Muminków” to lekka opowieść przygodowa, opowiadająca o wyprawie Muminków i ich przyjaciół na tajemniczą, bezludną wyspę. Na wyspie złapie ich wielka burza, spotkają Hatifnatów i będzie się dużo działo, ale oczywiście wszystko dobrze się skończy. U Tove Jansson bardzo podoba mi się to, jak każdą niebezpieczną sytuację, w jaką wplątują się jej bohaterowie, autorka zaraz obraca w jakiś absurdalny żart. To chyba jedna z fajniejszych rzeczy w Muminkach.
“Pamiętniki Tatusia Muminka” to historia Tatusia Muminka, który w pamiętnikach opisał dla potomności swoje młodzieńcze przygody. Zabawna jest “męska duma” Tatusia, który lubi się przechwalać i koloryzować różne drobiazgi, ale to fajnie pokazuje nam charakter tej postaci. Mamy tutaj stereotypowe podejście, że tatusiowie to w sumie więcej marzą o podróżach i przygodach, niż o zapewnieniu stabilizacji swoim rodzinom (ale przecież tacy tatusiowie jak najbardziej istnieją)… W tej kwestii znamienne jest też to, że Ryjek i Włóczykij bardzo mało wiedzą o swoich rodzicach i z treści wynika, że ci rodzice nie byli kompletnie zainteresowani swoimi dziećmi. Niestety nie znam życiorysu autorki na tyle dobrze, żeby móc się do tego jakoś sensownie odnieść.
Dowiadujemy się, że mamą Włóczykija była Mimbla, co też jest świetnym żartem skierowanym do dorosłych – Mimbla to wielodzietna, samotna matka, która co jakiś czas “dorzuca” do pokaźnej “kolekcji” kolejne dziecko, a potem całym tym przychówkiem musi opiekować się najstarsza córka …która jednak, tak jak jej matka nie bierze swoich obowiązków na serio (potem Mimbla wyjeżdża i zostawia tę córkę samą wraz z jej najmłodszą siostrzyczką – legendarną Małą Mi; dopiero wtedy młoda Mimbla zmienia się w nieco bardziej odpowiedzialną opiekunkę). Mimblę cechuje przy tym wszystkim wielka beztroska. Dowiedziałam się, że sama nazwa “Mimbla” to słowo, jakie Tove Jansson i jej znajomi stosowali do określania kobiet, które zmieniały partnerów jak rękawiczki. Także mamy tu “Easter egg” dla dorosłych i pogmatwaną konotację rodzinną (Włóczykij i Mała Mi oraz Mimbla Jr. to przyrodnie rodzeństwo).
Ostatnia historia to “Lato Muminków” i ona zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych. Bardzo ważny zapewne jest tu fakt, że “Małe trolle…” i “Lato…” dzieli kilka długich lat – a wiadomo jak to jest, każdy artysta (w tym i pisarz) ewoluuje i zmienia się.
Historia jest taka, że gdzieś-tam wybucha wulkan, co ma niebagatelny wpływ na całą okolicę, bo robi się tsunami i powódź, przez co rodzina Muminków musi szukać nowego schronienia. Znajduje je w dryfującym… teatrze. Oczywiście Muminki nie mają pojęcia co to za miejsce, co będzie źródłem wielu zabawnych gaf, ale w końcu dowiedzą się wszystkiego – za sprawą pewnej zrzędliwej Filifionki. Potem Muminek wraz z Panną Migotką wpadną w tarapaty, Mała Mi się zgubi, a Włóczykij popełni prawdziwe przestępstwo.
Oprócz dwóch Filifionek pojawiają się też dwie inne bohaterki – Bufka i Paszczakówna – które ewidentnie mają nieleczone problemy psychiczne, takie jak depresja, nerwica i silne stany lękowe, a do tego Bufka ma chyba jakieś zaburzenia osobowości. xd Przyjacielem, czy też bratem? Bufki jest Homek, który jednak mimo pewnej nieśmiałości jest bardzo rozważnym chłopcem o ścisłym umyśle, zainteresowanym filozofią, logiką i różnymi sekretami otaczającej go rzeczywistości.
Dla dorosłych czytelników bardzo zabawny i ironiczny będzie wątek więzi rodzinnych u Filifionek. I, tak jak to było wcześniej, niebezpieczne sytuacje obracają się w absurdalne żarty. Muminki poznające “kulturę wysoką” to też bardzo zabawny wątek.
Chciałam zwrócić uwagę również na głównego bohatera, Muminka. W sumie fajna postać do naśladowania dla chłopców (dla dziewczynek oczywiście też, ale chodzi mi tu o stereotypowe wzorce toksycznej męskości). Z racji bycia Muminkiem nie jest to silny ani atletyczny chłopak, ale ma niezłe zasoby intelektualne i korzysta z nich. Przy tym Muminek jest bardzo odważny – szczególnie gdy trzeba pomóc bliskim, lubi sport i wyzwania, ale nie boi się też swoich różnorodnych emocji. Do tego szanuje kobiety (a one szanują jego, bo to ma działać w obie strony, drogie panie) i pewnie kiedy będzie starszy, stworzy zdrowy, udany związek z Panną Migotką.
Co do Panny Migotki, która po raz pierwszy pojawia się w historii o komecie, miałam początkowo pewne obawy, że autorka ukaże ją jako “słodką idiotkę”, która nie robi nic poza wpatrywaniem się w lusterko… I początkowo faktycznie Migotka sprawiała takie wrażenie, ale potem nabrała znacznie więcej fajnych cech i osobowości.
Swoją drogą – wiedzieliście, że Muminki i Migotki to dwa osobne gatunki? :)
Ja nie wiedziałam i powiem wam, że pewne informacje dotyczące “lore” muminkowego świata były dla mnie zaskakujące.
No i to chyba tyle. Jeśli znacie Muminki, to wiecie co i jak, a jeśli nie znacie – polecam, jako “cozy” lekturę na czas, kiedy potrzeba nam spokojnych i pogodnych treści.
Bardzo ciekawa recenzja. Co do Muminków pamiętam oczywiście te krótkie opowieści dobranockowe. Bardziej postacie, niż konkretne wydarzenia. Miałam też kilka części w pięknym formacie wielkości wydań kieszonkowych. Jednak choć były to niewielkie wydania miały normalną czcionkę i przeznaczone były do czytania przez dzieci. Dziś można kupić zbiorowe wydania, ale ja ciągle mam przed oczyma tamte z dzieciństwa.
Pamiętam, że Włóczykij pojawiał się nagle i równie nagle odchodził i smutek miał w oczach, a Mała Mi była wiecznie niezadowolona i złośliwa.
Pozdrawiam
Pewnie chodzi Ci o tę wersję kukiełkową? :) Ja praktycznie w ogóle jej nie pamiętam, za to wiem, że Tove Jansson ta adaptacja najbardziej przypadła do gustu.
Również oglądałam tę wieczorynkę, acz wiedziałam o literackim pierwowzorze i pojedyncze książki miałam przyjemność przeczytać. Kiedyś zresztą muszę do nich wrócić.
Co do preferencji lekturowych, sięgam głównie po beletrystykę rozrywkową, najczęściej kryminały i thrillery, lecz jestem otwarta na różne gatunki, w tym np. horrory, obyczajówki, książki przygodowe czy fantastykę.
To wydanie zbiorcze to bardzo dobry pretekst, żeby wrócić do Muminków. :)
Jako dziecko nie cierpiałam Muminków. W sensie telewizyjnej bajki (choć inne anime bardzo lubiłam, nawet nim dowiedziałam się, czym jest anime). Nic mnie w tych postaciach jakoś nie przyciągało. Jednak teraz książki bardzo chętnie bym przeczytała. Czuję, że mogłyby mi się spodobać, tym bardziej zerkając na nie dorosłym okiem i więcej w nich dostrzegając. Na razie jednak ciągle Muminki są w dalszych planach. Za to parę pluszowych miałam okazję uszyć :P.
Że Migotki i Muminki to dwa osobne gatunki nie wiedziałam :P. Z tą mamą Włóczykija też ciekawe ;p. No chętnie przeczytam :)
No powiem Ci, że uzupełnienie wiadomości z lore Muminków bywa zaskakujące :)